Jedni topią myśli w butelce wódki, ja zaś parzę je w świeżo zalanej kawie. Nie by zranić, zabić, nie. Ot, trochę postraszyć, co by stopiły się wreszcie w jedną, kształtną, logiczną masę. I nie, żebym była kawoszem. W zasadzie, to nie znoszę smaku kawy. Co innego, gdyby opiewał w słodycz malin, czekolady, nawet kwaskowatość cytryny. Ale nie, ona musi zalatywać tą nieznośną goryczą, bez względu na to czy doprawię kilogramem czy dwoma cukru. To niesprawiedliwe.
A jednak lubię od czasu do czasu usiąść przy stole, bić się z tym gorącym, kofeinowym swędem i ryczeć na dywan, bo znowu doprowadził się do stanu Odkurz-Mnie. To takie przyjemne odreagowanie na to cholerne zło całego świata, które z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu zrzuca się całe na mnie. Rutowska, napisz o impotencji, na wczoraj! Rutkowska, minął tydzień, gdzie masz tę impotencję?! Rutkowska, spóźniasz się z artykułem po raz enty. A co mnie, za przeproszeniem, interesuje impotencja? Jeśli facet ma problem z mechanizmem erekcji, to niech lepiej dobiera partnerkę. Albo przyjdzie z tym do mnie, co najmniej dziś mam wolny wieczór a w kinach znowu leci jakieś całkiem przystępne romansidło. Poza tym mam dość własnych kłopotów na głowie. Na przykład, pojutrze Monia bierze drugi ślub a ja wciąż nie mam sukienki. Oczywiście, pomyślałam o niej wcześniej i nawet wydałam sporą część ostatniej wypłaty na kupno fiołkowego cuda z całkiem seksowną koronką na plecach, ale przez tego drania, naczelnego Czekam-Na-Impotencję, nie zdążyłam jej przymierzyć. Nigdy nie narzekałam na swój biust, jest całkiem w porządku, ale kupiłam chyba rozmiar dla cyckowej hipopotamicy i zmieściłabym dwa w jedno miejsce. A, że była z przeceny, to nie wymienią jej, tępe blondynki.
Zresztą po co jej w ogóle drugi ślub? To chyba też jakiś spisek przeciwko mnie, żeby tylko napawać się jak rodzina pastwi się nad biedną, młodszą siostrą. Matka nie potrafi mi wybaczyć, że pomiędzy karierą dziennikarki z wielkimi ostatnio zadatkami na awans a rolą kury domowej ścierającej smarki rozwrzeszczanych dzieciaków, wołających o ogórkową, bo w pomidorowej pływa wczorajsza skarpetka ojca, wybieram to pierwsze.
Uspokaja mnie ten nieziemski, słodkawy zapach muffinek. Co prawda nie mam zielonego pojęcia jak pachną ani smakują, bo nigdy w życiu nie miałam z żadną kontaktu bliższego niż tego zza szyby cukierni. Ale już wiem, że mnie uspokajają. Na sam ich widok leczę impotencję na całym świecie, otwieram własny butik z sukniami wieczorowymi, zostaję redaktorką naczelną Twojego Dnia – nie rozumiem osoby, która wymyśliła tę nazwę, jest taka… bez wyrazu – sprawiam, że kawa jest słodsza od czekolady i, przede wszystkim, tę ostatnią pozbawiam jakichkolwiek kalorii.
Nawet śniła mi się kiedyś ogromna, nerwożercza muffina. Było to tuż przed moją rozmową kwalifikacyjną do Twojego Dnia. Ciacho ocierało się o mnie jak kot, proszący o pogłaskanie, w okruchach mając jakby wypisane: zjedz mnie. I chociaż nie udało mi się jej spróbować to wiem, że była malinowa, ale o smaku agrestu. Bądź agrestowa o smaku malin.
Ale chyba zboczyłam trochę z kursu, przecie pisałam o myślach topionych w kawie. Bo, na piersi za małe do sukienki!, męczy mnie ten ślub. Chociaż z przyjemnością porozmawiam z dziadkiem Lutkiem i wypiję z nim po cichu kilka dodatkowych drinków, to aż cała (poza biustem, o ironio) puchnę na myśl o chwili, w której skończą się tematy przy stole, a wszyscy będą jeszcze za mało pijani, żeby tańczyć i zauważą moją obecność. Tej starej panny. Mama będzie płakać, że nie chcę dać jej wnuków i do końca życia będę samotna, ciotka pokręci głową i doda, jak to była w moim wieku i chłopcy lgnęli do niej jak do zakładu produkującego świerszczyki, po czym wszyscy zaczną obściskiwać ze łzami wzruszenia Monię i jej potwornie rudego faceta. Swoją drogą, nie podejrzewałam, że można wyjść za rudzielca. Ale gość jest architektem, a to wybacza wszystkie błędy biologiczne.
Tak sobie myślę, że jeśli już będę miała wychodzić za mąż, to za cukiernika specjalizującego się w muffinkach. Ach, a kawa już zimna!
Słowo impotencja pochodzi z języka łacińskiego i, w wolnym tłumaczeniu, oznacza niemoc. Dokładniej, niemoc płciową…