Nie zapomniała też wziąć ze sobą Zakazanej Rzeczy.
Jak gdyby ostatnio nic dziwnego lub peszącego się nie wydarzyło, jak gdyby wcale nie wybiegła z imprezy Moniki niemal w nerwach, papla do mnie z tymi Zakazanymi ognikami w oczach, klejąc białą bibułkę. A jej uśmiech jest piękny - to właściwie Uśmiech, przez duże U. Czysty jak łza, niewinny a szalony, słodki i energiczny, dojrzały ale całkowicie beztrosko dziecinny.
- ...no i wiesz, mówię mu: stary, weź się ogarnij, wyluzuj trochę, ok? Nie jestem zainteresowana... a on dalej swoje. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co?
- Co się z tobą dzieje?
Wszystko.
- Nic, czemu?
Kłamczucha.
- Od pół godziny produkuję się o Jarku.
- Jakim Jarku?
Jarku-Srarku.
- Moim Jarku!
Nie chcę tego słuchać.
- Możesz powtórzyć?
Nie powtarzaj, proszę.
- Ech... poznałam trzy tygodnie temu świetnego faceta, dużo nas łączy, może nie jest jakiś bardzo przystojny ale inteligentny i hojny, no ale ma brata, który cały czas się do mnie przystawia a Jarek strasznie się denerwuje...
Zabłysnął ogień zapalniczki, owiał mnie słodki, lekko gryzący zapach Zakazanej. I jej orzechowe spojrzenie.
- Ale mniejsza z tym, nie gadajmy teraz o facetach.
- Tak... za dużo się ostatnio nasłuchałam o impotentach.
Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na perlistość i czystość jej śmiechu, nie jest zaraźliwy, ale uroczy, przypomina radość dziewczynki skaczącej na skakance. Z tym, że ta, zamiast skakanką, dzieli się ze mną Zakazaną Rzeczą.
Biały dym, tak różny od tytoniowego, rozchodzi się po ciele w takim niesamowitym dreszczu. Rozlewa jak woda, opuszcza zbiornik umysłu, spływając powoli na ramiona, obciąża ręce, nogi, rozgrzewa serce, myśli wciąga w wir a wzrok zachodzi parą, lekką mgłą, białą mgłą. Po otwarciu oczu wszystko jest cieplejsze. Weselsze. A ona - jeszcze piękniejsza.
Im piękniejsza, tym pełniejsze jej usta. Tym bardziej kuszące.
- Ala, ja... ja muszę do domu, źle się czuję.
- No nie żartuj!
Muszę, zrozum.
- Naprawdę, coś źle to na mnie podziałało, wiesz, niedobrze mi...
- Tylko mi tu nie rzygaj! Podwiozę cię.
- Dzięki.
* * *
Pamięć V
Jedna po drugiej, jedna po drugiej...
One nie mają wyboru. Nie mogą zdecydować czy chcą dalej świecić. Nie gasną na przemian, nie ustalają, której światło zniknie pierwsze. Pieczę nad nimi sprawuje postać ludzka, silniejsza, potężniejsza. Są od niej całkowicie uzależnione, bez możliwości ucieczki. Od czasu do czasu tylko mogą postanowić zbuntować się, świecić krócej bądź dłużej od innych, wedle upodobań. Odstąpić od narzuconej z góry rutyny. A więc, załóżmy, jedna z dziesięciu nie wyłączy się wraz z dziewięcioma. Będzie trwała tak w swoim osobistym strajku godzinę, dwie lub dwadzieścia cztery - jednak co jej to da poza wewnętrzną satysfakcją? Czy zdziała cokolwiek? Nie. Tak czy owak nadejdzie siła wyższa, która najróżniejszymi narzędziami doprowadzi do usunięcia jej buntu. Może już na zawsze zostanie wyeliminowana z grupy, bądź po prostu zmuszona do dostosowania się. Odbiorze jej dumę, honor, poczucie wygranej. Prędzej, niż jej się wydaje.
Jestem więc lampą czy człowiekiem?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Raz czuję się tym, raz drugim. Wygrywam i przegrywam na przemian, jestem osobą gaszącą i urządzeniem gaszonym. Dziś przez pewien czas czułam tę siłę. W chwili, w której udawało mi się uciekać spojrzeniem, czasem zupełnie wyłączać myśli, być ponad to uczucie. Być ponad Zakazaną.
Tak niedawno oczywiste było dla mnie to, jak ona potrafi uszczęśliwiać. Na chwilę obecną to czysta abstrakcja. Jak sen o agrestowych muffinkach o smaku malinowym. Czy raczej malinowych o smaku muffinowym. Ech, agrestowym. Jestem zbyt leniwa by użyć Backspace. Nieważne. A więc, skoro nie jestem ani człowiekiem ani lapmą - to może światłem przezeń rzucanym? Zgaszają mnie, ale i tak się pojawiam. Rutynowo. Wracam. Mogę się zepsuć, ale wrócę. W innej lampie, w innym ciele, z inną duszą czy charakterem.
Dzisiejszej nocy śniłam o Ciele. Ciało było piękne i kobiece. Miało falowane kasztanowe włosy, białą cerę. Ciało kojarzyło mi się z lalką z saskiej porcelany. W śnie kochałam to Ciało. Było dla mnie bardzo ważne, odgrywało niesamowitą rolę. Nie pamiętałam o śnie i Ciele. Przypomniało mi się dopiero gdy zobaczyłam to, które w rzeczywistości jest ukochanym, sennym marzeniem. Alice'owym.