środa, 16 lutego 2011

III 18 września, 2009 Pamięć III

Nie wiem jak to się stało.
Może dzięki nadmiarze wolnego czasu, który przyszedł do mnie wraz z dwutygodniowym urlopem, uświęcającym sukces, który odniosłam wraz z moją pisemną pogadanką o impotencji. Może za sprawą samotności spowodowanej ostatnim, sześciomiesięcznym skupieniem się na swojej karierze w Twoim Dniu. A może przez pragnienie zrobienia w końcu czegoś niewłaściwego, co ciężko przychodziło mi w latach młodzieżowego buntu, ze względu na wyjątkowo konserwatywną matkę. Może.
W każdym razie, pijackie poprawiny ślubu Moni, w moim przypadku wcale nie były takie pijackie. I nie, żebym nie miała dnia do picia; pojawiła się ogromna ochota na uczczenie ostatniego wzrostu sprzedaży naszego pisma, za który dziękować można mojej frustracji. Nie jestem pewna czy dobrym sposobem celebracji było spalenie czegoś bardziej efektownego i... zakazanego od papierosów, ale na pewno pełnym uśmiechu. Jakoś wyjątkowo przestały mi przeszkadzać rodzinne komentarze na temat mojego stanu cywilnego i te cholernie rude włosy, cholernie architekta mojej siostry. Nie bardzo żałuję tego gówniarskiego wybryku.
Nie martwi mnie to, że pozwoliłam sobie na trochę więcej wolności niż dotychczas, biorąc pod uwagę, że całe moje życie imprezowe składało się z zakupów i kilku drinków w dość nudnych klubach nocnych, powtarzających w kółko swoje umpa-umpa. Przeciwnie. Jednakże zauważyłam już, że owa Zakazana Rzecz pozwala umysłowi na zapamiętanie wszystkiego, mądrego i mniej, co zrobi się pod jej natchnieniem, w odróżnieniu do mojego ukochanego malibu. Do tego wszystkiego stanowczo podnosi popęd seksualny; i nawet byłoby to całkiem przydatne mojej samotności spędzanej z kotem, gdybym nie musiała patrzeć na zaciągające się, kobiece usta. Usta i oczy, które niesamowicie głęboko mi się przyglądały. Nieziemsko piękne usta i oczy.
Nie mam pojęcia co oznacza wszystko to, co podczas tego Zakazanego Spaceru wydarzyło się między mną a nią, nie wiem, dlaczego tak bardzo uderzyła mnie jej obecność. Co miało wpływ na te nastoletnie dramaty, które rozgrywały się w moim żołądku, jakbym znowu chodziła do podstawówki i widziała wyjątkowo słodkiego chłopca, przechadzającego się po holu. Fakt, to piękna dziewczyna, zawsze była piękna. Przyjaźnimy się już od lat podstawówki; tak, jak ona wie o mnie wszystko, tak ja myślałam, że wiem o niej, dopóki nie zaproponowała mi Zakazanej z takim łobuzerskim błyskiem w oczach. Swoją drogą, miał coś w sobie; jakby lipiec i plażę, jakby palmy i kolorowe drinki z palemką, jakby jazdę autostopem i stanie w deszczu na autostradzie, jakby... wolność. Dźwięk motoru, zapach spalin, to, co zawsze kusiło mnie najbardziej. Wiele z tego poczułam gdy owiałam płuca tym słodkim dymem, jednak sama już nie wiem czy za jego sprawą, czy tych głębokich, ciemnobrązowych tęczówek. Może jednego i drugiego? Nie, nie. Absolutnie nie. To MUSIAŁO być spowodowane tylko i wyłącznie narkotykiem, jaki mi podała. Tak sobie tłumacz, powiedziałaby pewnie z tym dzikim błyskiem...
Jednak ona sama wydawała się zszokowana, gdy działanie Zakazanej nas opuściło i pierwszy raz spojrzałyśmy sobie w oczy, mając umysły całkowicie jasne, lekkie. Znikły drzewa w jej oczach. Patrzyła się na mnie zdumiona i wyszła, nim zdążyłam powiedzieć cokolwiek. Siostra nawet nie zauważyła jej zniknięcia; to w końcu ze mną się przyjaźni, więc w sumie nawet nie była gościem. Jedno wiem; w jej oczach kryło się oskarżenie i coś, co już znam, co widziałam raz w życiu, za czasów gdy Leonardo DiCaprio był jeszcze młody i piękny, a myśmy miały po czternaście lat. Zachwycała się nim - aktorem, nie wzrokiem - a mnie w głowie były tylko jej kasztanowe, piękne loki i pełne, malinowe usta. Tak samo patrzyła na mnie, gdy przerwałam jej wywód na jego temat, dość nieskromnym pocałunkiem; wybiegła z mojego poddasza równie szybko, jak teraz z poprawin Moniki.
Uważałam to za jakąś absolutną pomyłkę wieku dorastania; ot, dzika zachcianka, gdy seksualność w ogóle nie jest rozwinięta i dziewczyny mają chłopaków tylko dlatego, bo narzucają im to kolorowe pisemka, dorzucające kuszące, arbuzowe błyszczyki. Ja nie miałam wówczas żadnego, głównie ze strachu przed matką, która wówczas zamroziłaby mnie w domu na resztę życia... Dzięki temu skupiłam się na nauce, zdałam szkołę z wyróżnieniem, dostałam się na dobre studia. Dziś jednak zastanawiam się czy aby na pewno miałam tam tylko jednego partnera, z powodu swojej urody? Przecież nieraz byłam zapraszana na imprezy, domówki, piwo... Dlaczego wciąż jestem samotna? Na pewno przez pracę?
Tak, na pewno. To najgłupsze myśli, jakie kiedykolwiek przyszły mi do głowy. Nigdy więcej Zakazanej Rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz