środa, 16 lutego 2011

IV 19 września, 2009 Pamięć IV

Czasami przeraża mnie moja kolekcja szmacianych i porcelanowych lalek, leżąca, jak w orgii, jedna na drugiej na moim łóżku. Choćby nie wiem w jakim chaosie zostały pousadzane, to zawsze ich maleńkie, namalowane bądź paciorkowate oczki będą wpatrywać się prosto we mnie. Z tymi miłymi, słodziutkimi uśmiechami, szepczącymi o dziecięcej niewinności upiętej w warkocze, sympatii zaróżowionej na policzkach. Duży-mały oddział dziewczynek rudych, blond, czerwonych i czarnych; okularnic i czytelniczek, laleczek ze skakankami i typowymi do przytulania w śnie. Dwie mam jeszcze po babce, która obdarowywała mnie takimi przyjaciółkami z wełnianymi włoskami na każde urodziny i święta, choć się nie przelewało; zawsze pamiętała o lalce. Przetrwało niewiele bo zawsze spotkało je jakieś nieszczęście; a to za wysoko weszły na drzewo, a to porwała je dzika, psia zwierzyna. To właśnie te dwie najstarsze, z imionami po babci - Krysia i Marysia - zawsze miały miejsce na samym przodzie i najładniejsze ubranka. To one patrzyły na mnie najbardziej przeszywająco swoimi nieraz doszywanymi, guzikowymi oczkami. Myślę, że wiedzą. W końcu znają mnie najlepiej; widziały wszystko co działo się w moim pokoju, znają każdą rozterkę. Stąd te wyjątkowo oskarżycielskie spojrzenia znad fioletowych sukieneczek?
Mam wrażenie, jakby wszyscy i wszystko dookoła wiedziało. Po prostu wiedziało. Jakby drzewo drzewu szeptało szumem liści: widziałeś? Ona całowała się z kobietą. Ba, żeby tylko! Myślę, że nocne wycie psów to ich szyderczy śmiech dotyczący mojej dziecinności. Mojej naiwności. Moich myśli.
Od kiedy dostałam ten tak wymarzony urlop, mam wyjątkowo dużo czasu na myślenie; to właśnie sprawiło, że przestał być taki wymarzony. Zamienił się w koszmar rozterek i niepewności, liczba trzech papierosów wypalanych dziennie wzrosła do dwudziestu, z niebieskich zrobiły się czerwone. Nie mam odwagi odezwać się do Alice; tak samo ona nie dzwoni do mnie. Pomiędzy nami zapadła głucha cisza i nie wiem nawet co o tym myśleć. Czy ona ma do mnie jakiś żal? Czy w ogóle to pamięta? Jutro premiera filmu, na którą planowałyśmy pójść już od dawna, a Alice miała kupić bilety - o tym też zapomniała? Nawet nie jestem już pewna czy chcę na niego iść. Zakazano Rzeczo, coś mi narobiła za trzody?
Mimo wszystko, gdy wspominam wydarzenia tamtego wieczoru, nie żałuję ich. Myśl o tych miękkich ustach przywodzi mi smak muffinek, którego wciąż wcale nie znam, a który traktuję z pobożną czcią. Malinowo-kokosowy, jak jej różowe wargi, jak białe malibu. Agrestowo-malinowy, malinowo-agrestowy, agrestowy o smaku malin, jak z moich snów. Pojawia się ciepło, którego nie czułam przy żadnym mężczyźnie; napad emocji kojarzący mi się z najpiękniejszą muzyką, tą najukochańszą, najintymniejszą, pełną epickości. Mam wrażenie, że wariuję. 
Krysiu i Marysiu, gdyby wasze wełniane usta potrafiły mówić...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz